23 wrz 2011

kolejny dzień

a głowa boli dalej...
pozorom wbrew jest wiele powodów do radości.
bo nawet gdy głowa nie boli, to nie znaczy, że jest się zdrowym.
mnie na "szczęście" boli.

na koniec coś pozytywnego :)


18 wrz 2011

beskidzkie pożegnanie wakacji...



 

 zdjęcia autorstwa Dzm -> still looking for

wrzesień dla ludzi.

cały miesiąc praktykuję w centrum aktywizacji zawodowej, przy doradcy zawodowym.
obserwuję ludzi, którzy chcą coś osiągnąć w życiu, ale z wielu powodów im się to nie udaje.
widzę ich mądrość, wartościowość, wrażliwość, motywację, ale i strach, smutne oczy mówiące o przykrych doświadczeniach.
i życzę im, by dzięki swojej aktywności, wysiłkowi i uporowi osiągnęli cel, jakim jest znalezienie pracy.

7 wrz 2011

niemoc twórcza.

nie mam weny do pisania bloga.
ostatni miesiąc w domu biegnie za szybko...
łapię chwile garściami, biegam to tu, to tam.
kocham łaziska, kocham ludzi tu żyjących.
kiedy myślę o październiku i powrocie do O
uśmiech znika z mej twarzy.
chwilo trwaj...

bieszczadzkie wspomnienie wschodu słońca...

fot. Klusia

29 sie 2011

pożegnanie lata w Beskidach cz. I

tym razem w rozszerzonym składzie z Dziumem i Zuzką.
:)
jak wrócę to opiszę i bieszczadzkie przygody i koncertowy weekend i beskidzkie wydarzenia.
PA!

11 sie 2011

wędrówka jasnogórska.

jak obiecałam - piszę.

byłam ciekawa ludzi, atmosfery, swoich sił i możliwości.
szukałam mostu z Nim, chciałam poznać i  zrozumieć to co mnie uderza i boli w Kościele.
dziękuję:
za ból, palące słońce, zmęczenie, zniechęcenie, irytację...
dziękuję:
za odkrycie piękna modlitw, które kiedyś mnie rozczarowywały
za radosne piosenki, jedność ludzi, ich życzliwość
za letnie powiewy wiatru, które pomagały w trudzie pielgrzymowania
za świadectwa wiary zwykłych ludzi, którzy są szczęśliwi z Bogiem.

idąc na Jasną Górę pokonaliśmy ponad 117 km.
to nie był łatwy i idealny czas dla mnie i innych.
ale po to tam poszłam, by zmierzyć się ze swoją niedoskonałością
wobec tego DOSKONAŁEGO.

7 sie 2011

angielskie zabawy i jasnogórskie trudy.

wiem, zamilkłam na jakiś czas.
nie z lenistwa ale z braku czasu
i chwili wytchnienia.
przedostatni tydzień lipca spędziłam w żorach
na english campie z młodzieżą.
trenowałam angielski, bawiłam się z młodymi ludźmi,
a przede wszystkim doświadczałam miłości i obecności Boga.
to było 9 niesamowitych, zabawnych i męczących dni.
następnie po 2 dniach odpoczynku ubrałam plecak
i bladym świtem rozpoczęłam pieszą pielgrzymkę
z łazisk średnich do częstochowy.
teraz czeka mnie tydzień odpoczynku.
a już w poniedziałek jedziemy w bieszczady.
o pielgrzymce napiszę wkrótce.
a tymczasem:
kocham wakacje!

20 lip 2011

szukanie

świat?
myśląc, czuję zagubienie.
ja...
dusza błądząca po omacku
bo nie wiem co i jak, dlaczego i po co.
czuję, że mam jeszcze czas.
mam czas
by pytać
szukać
myśleć
decydować

kto szuka nie błądzi... podobno

19 lip 2011

z plecakiem w karkonoszach.

cztery, niepowtarzalne dni pełne trudu, radości i przygód za mną.
ten kto lubi chodzić po górach wie, że tylko tam ciężki wysiłek i niesione kilogramy na plecach uszczęśliwiają człowieka.
i tak było ze mną.
przepiękne widoki, zdobyte szczyty, płynące potoki, drzewa, ptaki a wreszcie ludzie i atmosfera schronisk to kwintesencja tego co kocham w górach.

jeszcze nie przestały boleć mnie łydki, a ja już marzę o bieszczadach...
ale to dopiero w sierpniu.