dopadła mnie dziś smutna prawda. to co dla mnie jest chwilową przerwą. wakacyjną rzeczywistością. szaleństwem z osiedlowym towarzystwem. dla nich jest codziennością.
alkohol. nocne siedzenie na ławce. brak perspektyw.
a ja mam góry. bezpieczny dom. opolską alternatywę. i taniec.
wreszcie znalazłam czas na dopieszczenie siebie. upiekłam morszczuka w ziołach prowansalskich. orzeźwiłam się najzdrowszym napojem tego lata. poświęciłam godzinę dla równowagi ducha i ciała. i na końcu zrobiłam warzywne pasty kanapkowe. pychota.
od tygodnia urzęduję w łaziskach. sama w domu - rodzinka na wakacjach. jako że za miesiąc czeka mnie wyjazd w Alpy postanowiłam zacząć biegać. za mną już 1 tydzień treningów.
przede mną jeszcze 5 tyg. efektem finalnym ma być bieg non stop przez 30 minut.